Vinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.xVinaora Nivo Slider 3.x

 

Stałe wydarzenia

NIEDZIELA:
Nabożeństwo
godz. 11.00

W KAŻDY PIĄTEK o godz. 18.00 odbywają się spotkania modlitewno - muzyczne. Serdecznie wszystkich zapraszamy.

 Spotkania dla kobiet - Zawieszone do odwołania

 

ZAJĘCIA KREATYWNE - zawieszone do odwołania

 

Słowo Boże

Nie bójcie się, wytrwajcie, a zobaczycie pomoc Pana, której udzieli wam dzisiaj.

2 Moj. 14,13

Módlmy się

  • o rozwój naszej społeczności
  • o dobre realcje w małżeństwach
  • o nasze dzieci i młodzież
  • o uzdrowienie chorych i cierpiących
  • o błogosławieństwo dla naszego miasta

Kawiarenka

Po każdym nabożeństwie zapraszamy do rozmowy przy kawie, herbacie i ciastku.

Zwykło się mawiać, że wszystko co dobre, rodzi się w bólach albo: „początki są zawsze trudne”. Zastanawia mnie, dlaczego tak się dzieje. Czemu powstawaniu czegoś wspaniałego, wzniosłego towarzyszyć musi trud, problemy a nierzadko także cierpienie. Przecież temu, kto ma szczere intencje

O czym chcę pisać? O postawie człowieka, który w swoim życiu stara się wybrać drogę, zapewniającą mu tak zwane optymalne warunki. Ubieramy się tak, by nie było nam za ciepło, ani za zimno. Pomijając sytuacje patologiczne jemy tyle, na ile pozwala obrana przez nas dieta. Król Salomon w swoich przypowieściach rozwija nieco tę tezę, odnosząc ją do sfery duchowej człowieka. Mówi on: „Oddal ode mnie fałsz i słowo kłamliwe; nie nawiedź mnie ubóstwem ani nie obdarz bogactwem, daj mi spożywać chleb według mojej potrzeby, abym, będąc syty, nie zaparł się ciebie i nie rzekł: Któż jest Pan? Albo, abym z nędzy nie zaczął kraść i nie znieważył imienia mojego Boga”. Przyp. 30:8-9. Podobnie rzecz się ma ze zdobywaniem wiedzy. Ten sam Salomon na innym miejscu powiada tak: „Bo gdzie jest wiele mądrości, tam jest wiele zmartwienia; a kto pomnaża poznanie, ten pomnaża cierpienie”. Kazn. 1:18.

Ludzie mówią: „Nie możesz być za dobry, bo cię zniszczą, wejdą ci na głowę, będą tobą pomiatać”. Z kolei będąc tyranem, z pewnością nie zbudujesz sobie właściwego autorytetu. To samo dotyczy takich przeciwstawnych postaw jak: pracoholizm i lenistwo, nadpobudliwość i apatia, rozrzutność i skąpstwo, nadopiekuńczość i nieczułość, czy brawura i zalęknienie. Jednym słowem: Wszelka przesada jest szkodliwa. Zatem można powiedzieć, że najczęściej w życiu staramy się postępować w sposób wyważony, pragmatyczny, bez popadania w ekstremalne sytuacje, które poza chwilowym zastrzykiem adrenaliny raczej nie wychodzą nam na zdrowie.

A jaka jest moja chrześcijańska postawa? Czy też jest optymalna? Tak, dobrze jest od czasu do czasu zadać sobie to pytanie. Już w czasach pierwszego kościoła wśród wiernych powstawały pewne frakcje, które miały swoich ulubieńców. Dla jednych „idolem” był Paweł, dla innych Piotr, Apollos, lub Jan. Być może miało to związek z osobowością tych mężów Bożych, stylem ich usługi, akcentowaniem pewnych kwestii.

Odnoszę wrażenie, że dziś mamy do czynienia z bardzo podobną sytuacją. Nie chodzi mi o jakieś personalne preferencje, choć z pewnością i takie się zdarzają, mam raczej na myśli zdecydowane opowiadanie się za jakimś ulubionym, chciałoby się powiedzieć, stylem pobożności, choć pewnie ładniej by zabrzmiało sformułowanie „wiodąca doktryna”.

Sięgając wstecz pamięcią, mogę przywołać wiele takich prądów, które najczęściej pojawiały się nagle, niczym gwałtowna ulewa, lecz nie przynosiły z reguły żadnego pożytku, pustosząc tylko pole, przez które przechodziły. Nie będę tu wymieniał żadnego z nich, gdyż było ich zbyt wiele. Chciałbym jedynie zasygnalizować problem i zmotywować do bycia czujnym.

Po czym poznajemy dobre dzieło? Po tym, że nie opiera się na takim, czy innym człowieku, lecz na Chrystusie, jako fundamencie i zmierza do budowania i harmonii, a nie do destrukcji, zamieszania i rozproszenia.

Jan Chrzciciel, wiedząc, jaką rolę do spełnienia będzie miał Zbawiciel, Jezus Chrystus ujmuje to tak: „W ręku jego jest wiejadło, by oczyścić klepisko swoje, i zbierze pszenicę swoją do spichlerza, lecz plewy spali w ogniu nieugaszonym”. Mat. 3:12. Plewy są podatne na podmuchy wiatru, który rzuca nimi to tu, to tam. Przypomina to trochę okręt, pozbawiony steru, który daje się unosić morskim falom i prądom. W takiej sytuacji trudno mówić o utrzymywaniu wyznaczonego kursu.

Pilnowanie moich kroków jest dla mnie czymś naprawdę ważnym, bo wiem, że jeżeli nie będę tego robił, bardzo szybko zboczę z drogi, na której postawił mnie Bóg i zawędruję gdzieś między opłotki. Słowo Boże zachęca nas do tego, „abyśmy już nie byli dziećmi, miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki przez oszustwo ludzkie i przez podstęp, prowadzący na bezdroża błędu, lecz abyśmy, będąc szczerymi w miłości, wzrastali pod każdym względem w niego, który jest Głową, w Chrystusa”. Efez. 4:14-15. Niech więc świadomość tego, że służymy wielkiemu i potężnemu Bogu, pozwala nam wstępować w Jego ślady. Psalmista powiada: „Służcie Panu z bojaźnią i weselcie się, z drżeniem złóżcie mu hołd, aby się nie rozgniewał i abyście nie zgubili drogi”. Ps. 2:11-12.

BH.

Maj zwykło się nazywać najpiękniejszym miesiącem roku. Powodów tego jest wiele. Po zimowej przerwie roślinność budzi się do życia, wszędzie dokoła robi się najpierw zielono, a później drzewa i krzewy rozkwitają. Jedne na biało, inne na różowo i żółto. Ta gama kolorów i odcieni sprawia, że otoczenie staje się o wiele milsze i wprawia człowieka od razu w lepszy nastrój. Jeżeli jeszcze trafi się kilka słonecznych dni, ludzie chętnie spędzają je w plenerze, by zrzucić z siebie zmęczenie wywołane długimi, zimowymi miesiącami i poczuć wreszcie świeży powiew wiosny. Do tego dochodzą jeszcze święta: Pierwszomajowe Święto Pracy, rocznica Konstytucji 3 Maja i Dzień Zwycięstwa – wszystkie trzy podniosłe i radosne dla nas – obywateli tej ziemskiej ojczyzny, w której przyszło nam żyć. Na szczęście nikt już nie narzuca nam formy ich świętowania, a nawet nie zmusza do masowego w nich udziału. Manifestacje, jeżeli są, to składają się z osób, które dobrowolnie się na to zdecydowały. Niektórzy ograniczają się do wywieszenia flagi państwowej, a inni po prostu wypoczywają w wybrany przez siebie sposób.

Tak już jest na tym świecie, że nie ma nic za darmo. Za wszystko trzeba płacić i to czasem słono. Chyba nikt z nas nie jest najszczęśliwszy, gdy znajduje w swej skrzynce pocztowej kolejny rachunek, z widniejącą na nim kwotąi ściśle określonym terminem zapłaty. „Czyżby już minął miesiąc? Przecież dopiero co płaciłem za telefon, a tu kolejny rachunek” – myślę sobie wtedy. Gdyby to był tylko ten jeden rachunek w miesiącu, to podejrzewam, że dałoby się wytrzymać, ale niestety jest ich więcej, dużo więcej. Teraz większość rachunków można realizować za pomocą internetu lub dając tzw. stałe zlecenie wprost z osobistego konta bankowego, ale kiedyś trzeba było jeszcze dodatkowo odstać swoje, czekając w długiej kolejce do okienka kasowego. Pamiętam, że w tych nieodległych w końcu czasach miałem wrażenie, że w jednym okienku dostaję pieniądze, to znaczy moje wynagrodzenie a zaraz potem w drugim je oddaję, płacąc czynsz i inne należności. A co się dzieje, gdy z takich czy innych powodów nie zapłacę rachunku w terminie? Najczęściej przychodzi upomnienie.

Napisałem kiedyś piosenkę pod tytułem „Czas i pieniądz”. Do jej napisania zainspirowała mnie przede wszystkim lektura Pisma Świętego, ale również moje osobiste refleksje i przemyślenia, wynikające z obserwacji otaczającej mnie rzeczywistości. Tekst tej piosenki mówi o tym, że świat wokół nas nabiera coraz większego przyspieszenia, przyprawiając niekiedy człowieka o prawdziwy zawrót głowy. Nasze tempo życia wzrasta. Jeździmy szybszymi samochodami, dzięki czemu możemy być w kilku, nawet znacznie oddalonych od siebie miejscach tego samego dnia. Gdy zachodzi potrzeba, możemy wsiąść do samolotu i podróżując w ten sposób mieć cały świat w zasięgu ręki. A będąc w domu mamy do dyspozycji coraz więcej wyręczających nas urządzeń technicznych, które pozwalają na to, by wykonać co najmniej kilka czynności w tym samym czasie. Dlaczego więc tak się dzieje, że czasu mamy coraz mniej?